Każdy, kto mówi o białoruskich więźniach politycznych, czy to polityk, organizacja praw człowieka, czy niezależne media, zderza się z szeregiem problemów. Najważniejszym z nich jest oczywiście przesunięcie uwagi światowej opinii publicznej, a także samych Białorusinów i Białorusinek. Na świecie każdego dnia dzieją się przecież różne wydarzenia, które w różnym stopniu mogą przerażać, szokować lub zachwycać. Ale przede wszystkim jest to wojna w Ukrainie.
Najniebezpieczniejsze jest jednak wewnętrzne zmęczenie, z którym mierzą się ludzie pracujący w tym obszarze. Wygląda ono jak zwykły spadek wyświetleń, udostępnień i tweetów, gdy tylko media zaczynają mówić o więźniach politycznych, a także jak gwałtowny spadek motywacji ludzi do wspierania więźniów reżimu czy choćby mówienia o nich. Spróbujmy rozłożyć ten problem na czynniki pierwsze i zrobić krok w stronę jego rozwiązania.
Zacznijmy od zgłębienia owego „zmęczenia” tematem więźniów politycznych, które zabija motywację i wpędza w depresję. Oczywiste jest, że nikt nie spodziewał się tak długiej walki z autokratami postsowieckich reżimów, którzy, jak się okazało, dla utrzymania władzy są zdolni rozpętywać wojny. Bez wątpienia stale rosnąca liczba więźniów politycznych i brak prostych odpowiedzi na pytania „Kiedy zwyciężymy?” i „Kiedy uwolnimy wszystkich?” same w sobie są bardzo dotkliwym przypomnieniem, że nadzieje milionów ludzi się nie spełniły. Demokracja i prawo nie zatriumfowały na Białorusi, a te liczby wraz z nowymi przerażającymi szczegółami codziennych represji są żywym przypomnieniem porażki. Część aktywnych obywatelsko ludzi na tle takiej rozpaczy zorganizowała się nawet w różne kółka i inicjatywy i próbuje proponować sposoby, by wytargować choć kogoś z krwawych łap dyktatora. Szkoda, bo z dużym prawdopodobieństwem to świadomość własnej bezradności popycha ludzi do tak dziwnych propozycji w nieświadomym pragnieniu jakichkolwiek zmian. A takie próby zrobienia czegokolwiek nie doprowadzą do niczego więcej niż do zamknięcia czyichś gestaltów.
A teraz opowiemy wam, dlaczego nie warto koncentrować się na wszystkim, co opisano powyżej, i zaproponujemy strategie i sposoby walki o ludzi przetrzymywanych przez reżim jako zakładnicy.
Przede wszystkim warto porzucić chęć wdawania się w rozważania i spory, a często i kłótnie, które zaczynają się lub kończą na „gdyby”. Nikt nie mógł przewidzieć, w jakim kierunku rozwinie się białoruski protest, jak daleko gotów będzie posunąć się dyktator i na jaką pomoc może liczyć ze strony rosyjskiego, wywodzącego się z FSB kierownictwa. Mamy to, co mamy. W tym niewyobrażalną liczbę więźniów politycznych, którzy kontynuują walkę o lepszy świat, ale już za kratami dyktatury. Co więc robić teraz, po niemal 3 latach od przełomowych dla Białorusi wydarzeń? Jak możemy pomóc więźniom politycznym? Odpowiedź będzie bardzo prosta, tak prosta, że niektórzy będą bali się uwierzyć, że to działa.
Musimy o nich mówić!
„I to wszystko? Czy to naprawdę pomaga?” – zapytacie. Tylko to jest dziś jedyną możliwością, by naprawdę im pomóc.
Wielokrotnie opowiadaliśmy o tym, jak takie działania pomagają represjonowanym uzyskać pomoc i zapewniają wsparcie ich krewnym i bliskim. Wszystko to jest jedynie zestawem narzędzi, o którym opowiemy na końcu artykułu. Teraz skoncentrujemy się na nowym zrozumieniu konieczności krzyczenia o naszych więźniach politycznych. Wszyscy żyjemy w świecie informacji, w którym dosłownie atakują nas tysiące wiadomości dziennie. Ich głównym zadaniem jest przyciągnięcie naszej uwagi, wywarcie na nas presji, by zagościć w naszych myślach i, jeśli się uda, odbić się w naszych działaniach. W ten sposób aktorzy współczesnej rzeczywistości realizują swoje cele – od sprzedania nam puszki coli po wybór określonego kandydata w wyborach. Wszystko to gigabajty informacji, z których kilka bajtów może okazać się decydujących i popchnąć nas do takich czy innych działań.
Zgodnie z teorią informacji umowny podmiot umieszczony na przykład w pudełku jest całkowicie odcięty od świata i nie wytwarza żadnej informacji. Otaczający świat nie zna ani rozmiaru podmiotu, ani jego cech, nie wie, czy jest tam ktoś żywy, czy jakiś przedmiot codziennego użytku – widzi jedynie zamknięte pudełko. Stopień wpływu takiego podmiotu na otaczającą rzeczywistość jest równy zeru. Nie jest on aktorem współczesnego świata informacji, jest odizolowany. A teraz uwaga – właśnie na tym zbudowana jest cała instytucja represji reżimów autokratycznych. Niewygodny człowiek, czy to działacz, polityk, pisarz, dziennikarz, czy po prostu dysydent, jest nośnikiem idei szkodliwych dla systemu autorytarnego. Współczesne społeczeństwo informacyjne zapewnia niespotykane dotąd środki do szerzenia tych idei wśród mas – od filmiku na YouTubie po wypowiedź w dowolnym serwisie społecznościowym.
Opierając się na wiedzy o człowieku jako niezwykle społecznym gatunku rozumnych małp Yuval Noah Harari „Sapiens. Od zwierząt do bogów”, można z pewnością stwierdzić, że idee buntownika nie tylko grożą rozprzestrzenieniem się (bo w dyktaturach, delikatnie mówiąc, zwykle jest co słusznie krytykować), ale też ewoluują. I tam, gdzie ktoś wyraził niezadowolenie z przemocy ze strony funkcjonariuszy, ktoś inny wezwie do strajku i blokady łańcuchów logistycznych. „Wszystkich posadzić! Jak najsurowiej!” – tę odpowiedź już znamy. Innej być nie może, ponieważ skostniały system władzy autorytarnej nigdy nie był w stanie konkurować z żywą siłą myśli wolnych ludzi.
W chwili pisania tego tekstu, według posiadanych przez nas informacji, od społeczeństwa odizolowanych jest 1760 osób. I nie jest to pełna liczba, ale poparta informacjami o rzeczywistych przypadkach, nad którymi można i trzeba pracować. Oprawcy u władzy na Białorusi próbują wymyślać coraz to nowe sposoby, by betonowe pudła, w których umieścili niewygodnych, były maksymalnie głuche i zamknięte. To bowiem, co tli się w ich wnętrzu, jest prawdziwą śmiercią Kościeja dla reżimu Łukaszenki, a najprawdopodobniej także dla samej koncepcji władzy autorytarnej w naszym regionie.
Jakie więc działania powinniśmy podjąć? Mówić, mówić, a nawet krzyczeć o więźniach politycznych. Rozdzierać na strzępy te pudła, do których wsadza się najlepszych i najjaśniejszych ludzi współczesności, ponieważ ich wartości i poglądy, nawet w postaci kilku bajtów informacji, potrafią śmiertelnie przestraszyć reżim. Zdecydowanie powinniśmy utrzymywać wszelkie możliwe formy kontaktu z ludźmi w koloniach karnych, więzieniach i aresztach. Bez wątpienia czekają nas wyzwania i opór dyktatury, a więc będziemy musieli wymyślić nowe sposoby kontaktu z tymi ludźmi, z ich bliskimi i krewnymi, ponieważ ich głosy są ważne. Być może to najważniejsze, co pozostało nam z walki o demokrację na Białorusi.
Organizacje, inicjatywy i fundacje oczywiście mogą i powinny mieć własne perspektywy i wizje w tej kwestii, jednak tym, czym wszyscy bez wyjątku powinniśmy być, są otwory strzelnicze w tych zamkniętych skrzyniach, przez które ludzie przebywający w więzieniach mogą nie tylko otrzymywać okruchy informacji i pomoc, ale także prowadzić swoją walkę z samą zasadą dyktatu.
Jeśli chodzi o nas, rozpaczliwie próbujemy znaleźć te narzędzia i sposoby, które pozwolą ludziom nie tylko bezpośrednio pomagać potrzebującym tego więźniom politycznym i ich rodzinom, ale także stać się przekaźnikami ich głosów. Tych głosów, których tak boi się tchórz z niebieskimi palcami otoczony maniakami w mundurach. Przypominamy o naszym projekcie „Strażnik_czka”, w którym każda osoba, grupa osób, organizacja lub fundacja może zostać opiekunem rodziny więźnia politycznego i samego więźnia/więźniarki. Chodzi przy tym nie tylko o wsparcie materialne, ale także o wsparcie moralne, o przyjaźń. Każdy i każda, kto ma siłę i chęć udzielać długoterminowej pomocy, a także być głosem tej osoby na wolności, może się do nas zwrócić, a my opowiemy wszystkie szczegóły tego kierunku naszej pracy.
Bardziej widoczne może być informowanie opinii publicznej o losie więźniów politycznych w ramach innego naszego projektu „Opiekunowie”, w którym osoby medialne, blogerzy, politycy i dziennikarze/dziennikarki mogą naprawdę stać się głosem człowieka odizolowanego za murami reżimu. Napiszcie, a my na pewno pomożemy wam włączyć się w tak ważną pracę!
Podsumowując, chcemy powiedzieć, że nie warto rozpaczać. Walka trwa, po prostu front tej walki stracił na wyrazistości, a jego znaczenie starannie ukrywa się przed nami za więziennymi murami. Ale my wszyscy doskonale wiemy, co jest czym…
Dopóki wszyscy nie będą wolni!
Napisz list.
Skontaktuj się z nami.
